Historia kołem się toczy…!

Dlatego opiszę kilka zdarzeń z przeszłości:
- Województwo Kujawsko-pomorskie było w latach 90-tych dość specyficzne. Na rynku konkurowały ze sobą cztery tytuły gazet, w których pośrednicy zamieszczali ogłoszenia, tym samym konkurując między sobą na ilość i wielkość ogłoszeń. W 1998 roku do stowarzyszenia wpłynęła oferta (jednej z gazet) zamieszczania ogłoszeń za „symboliczną złotówkę” pod warunkiem, że ogłoszenia będą tylko w tej gazecie. Oczywiście pomimo burzliwej dyskusji nie udało się gremialnie wyjść z pozostałych tytułów i wejść do tego jednego, czyniąc tym samym ogromne oszczędności, jednak dzięki zamieszaniu udało się uzyskać w pozostałych gazetach niższe ceny ogłoszeń. To jednak (jak się potem okazało) był tylko chwilowy sukces, bo po roku ceny poszybowały w górę i to znacznie wyżej niż przed obniżkami.
- Na początku XXI wieku jeden z wiodących tytułów (gazet) w Bydgoszczy drastycznie podniósł cennik ogłoszeń. Większość biur ogłosiła bojkot i zrezygnowała z ogłoszeń w tej gazecie. Wtedy wkroczył do akcji szef biura ogłoszeń. Wybrał sobie 3-4 biura, zaproponował im bonusy (kup wg. nowego cennika ½ strony, a kolejne ½ dostaniesz za darmo) i w ten sposób wykreował „łamistarjków”, którzy wracając do gazety pociągnęli za sobą kolejne biura. I wszystko wróciło do normy, ale już po nowych (oczywiście wyższych) cenach.
- Jedna z wiodących gazet w Bydgoszczy pod koniec swojej hossy w zasadzie, co roku podnosiła ceny ogłoszeń. Na przełomie roku podnosił się raban wśród pośredników (ogłoszeniodawców). Pani dyrektor wtedy wybierała kilka-kilkanaście biur, zapraszając ich do siedziby firmy na kawę, poczęstunek i prowadziła „przyjacielskie” rozmowy, które skutkowały propozycjami niewielkich rabatów, lepszym umiejscowieniem ogłoszeń czy darmowych artykułów. Tym samym pozyskiwała ogłoszeniodawców, a pozostali już po nowych i wyższych cenach “szli za nimi”, no bo „jak nas tam może nie być skoro są inni”…
Oczywiście podobnych sytuacji w całym kraju było wiele. Aby zminimalizować koszty ogłoszeń prasowych i uwolnić się z pod „dyktatu” gazet w wielu regionach powstawały inicjatywy (grupy pośredników, „sieci” czy stowarzyszeń) wydawania własnych gazet z ogłoszeniami. Forma ogłoszeń i gazet, częstotliwość i sposoby dystrybucji były różne. Wszystkie te próby miały jednak swój wspólny mianownik, który ujawniał się dopiero po jakimś czasie. Mianowicie wydawnictwa te („branżowe”) nie były w stanie jeśli chodzi o pozyskiwanie klientów tzw. popytowych przebić się i konkurować z gazetami regionalnymi, ponieważ w tych ciągle były ogłoszenia sporej części pośredników…
I na zakończenie zapytam: czy opisane powyżej zdarzenia czegoś nie przypominają…!?
Doradca KPGN.pl
Leszek A. Hardek
Doradca (DRN), ENF, zarządca i pośrednik
INTERCENTRUM Biuro Doradztwa i Obsługi Nieruchomości [ zobacz ]

